Witam. Jestem tutaj nowy, mimo że bezwypadkowe przeglądam już dawno
Na razie nie szukam samochodu.
Natomiast jakiś czas temu prawie się nadziałem z byłą dziewczyną.
Otóż handlarz z Kędzierzyn Koźle miał takiego rodzynka...moim zdaniem zlepiony z dwóch samochodów.
Ale nie o tym chce pisać.
Pod koniec 2008 roku (konkretniej wrzesień) stanęliśmy przed wyborem - jechać do Niemiec czy kupić "byle co" tutaj.
Wcześniej szukaliśmy w Polsce ale nic przez prawie rok nie szło znaleźć.
Budżet to ok 10 tyś złotych.
Tak więc polecieliśmy do rodziny w Niemczech i tak kupiliśmy Astrę F z 1995 roku za kwotę 2000 Euro (chcieli za niego 2200).
Astra jest bezwypadkowa i od dziadka (1 właściciel), wtedy z przebiegiem 71 tys km....
Swoją drogą sympatyczny facet
Dostaliśmy wszystkie dokumenty od początku istnienia samochodu, wszystkie faktury, łącznie z tą z zakupu Mam nawet fakturę na opony kupione w 2001 i na których przyjechaliśmy
Samochód z rejestracją wyniósł prawie 10 tysięcy złotych.
Drogo? Moim zdaniem tak ale warto. Do dnia dzisiejszego Opelek ma trochę ponad 90 tysięcy i wcale się nie sypie.
Newralgiczne miejsca są w bdb stanie...progi i nadkola nie pogniją jeszcze dłuuuugo.
Co więcej jedyną rzeczą jaka się zepsuła to pompa hamulcowa.
Puki co to w Polsce drugiej takiej nie widziałem
Natomiast znajomi pukali się w czoło że za tak stare auto tyle daliśmy...to samo mechanicy.
Tylko ci drudzy zmieniali zdanie jak zobaczyli ją od strony mechanicznej.
I moim zdaniem jest to przykład jak się "opłaca" sprowadzać samochodzik z zachodniej Europy
Na handel by się nie opłacało wcale...ale mnie rocznik nie interesuje jeżdżąc nią. Pozdrawiam wszystkich
Witam
Ja miałam z kolei fajną akcję z handlarzami...dałam ogłoszenie na traderze o sprzedaży Alfy 156, 2000r, 200tys przebiegu, auto moje od nowości, serwisowane na bieżąco, nie wnikałam w szczegóły, nie zgłosił się nikt..
Po 2 tygodniach dałam ogłoszenie na allegroz tymże z ceną o 2 tys niższą, niż średnia cena takiego auta, a dlaczego? bo zależało mi na sprzedaży jak najszybciej, napisałam prawdę w ogłoszeniu, że samochód był 2 razy mocno bity w kuper - niefarta miałam niestety, ale naprawy odbyły się w autoryzowanym serwisie i wymieniono cały tył - dwa błotniki, klapę, podłużnice i podłoge bagażnika - młodzi bohaterowie mi zaparkowali w bagażniku, raz na trasie toruńskiej, raz w korku chłopiec na przepustce z wojska nie wyhamował BMW wioząc babcię, ale do rzeczy...samochód miał także uszkodzoną klimatyzację, której nie miałam już ani czasu ani siły naprawiać- wyceniono naprawę na 2500zł (szok!) więc opuściłam cenę samochodu,ale dorzucałam nowe opony zimowe Dunlopa za 1000zł Ledwo zdążyłam kliknąć "wystaw aukcję" jak dostałam info, że aukcja zakończona, samochód sprzedany...kino!
Po minucie zadzwonił Pan, że kupił auto i przyjedzie je za chwilę obejrzeć, ciemny zimowy wieczór ale mówię ok...
Po nim jeszcze kilka telefonów - aukcja pojawiła się u handlarzy w jakimś mailingu pewnie.
Pan przyjechał z małżonką, Ukrainiec prowadzący firmę handlującą autami w Sochaczewie....nie słuchał co miałam do powiedzenia nawet przez 1 minutę...oglądał samochód w ciemną noc na podmiejskiej uliczce z jedną latarnią, jestem pewna, że nie przeczytał nawet jednego zdania z ogłoszenia, interesowała go tylko okazyjna cena.
Potraktował mnie jak debilkę - blondyneczkę więc ja tak samo potraktowałam jego i nie wtajemniczyłam w wady samochodu, pominęłam fakt zepsutej klimy, wypadków itd. Stwierdziłam, że jak taki mądry to niech sobie wywnioskuje sam.
Pan stwierdził, że był wymieniany tylny błotnik (Alleluja!) i na tym zakończył oględziny... Oczywiście opon zimowych nie wziął bo skąd miał wiedzieć, że są w komplecie z autem więc je sobie sprzedałam oddzielnie.
Jaki morał? Panów handlarzy nie interesuje stan samochodu ani jego historia, ważna jest cena i koniec...a szkoda bo gdyby nie traktowali blondynki jak idiotki i umieli czytać ogłoszenia to może by tego samochodu wcale nie chciał kupować. Magiczne słowo "pierwszy właściciel" zrobiło swoje.
Nie mam skrupułów, miałam dobre chęci i jestem uczciwa a Pan...no cóż..
Witam
Ja miałam z kolei fajną akcję z handlarzami...dałam ogłoszenie na traderze o sprzedaży Alfy 156, 2000r, 200tys przebiegu, auto moje od nowości, serwisowane na bieżąco, nie wnikałam w szczegóły, nie zgłosił się nikt..
Po 2 tygodniach dałam ogłoszenie na allegroz tymże z ceną o 2 tys niższą, niż średnia cena takiego auta, a dlaczego? bo zależało mi na sprzedaży jak najszybciej, napisałam prawdę w ogłoszeniu, że samochód był 2 razy mocno bity w kuper - niefarta miałam niestety, ale naprawy odbyły się w autoryzowanym serwisie i wymieniono cały tył - dwa błotniki, klapę, podłużnice i podłoge bagażnika - młodzi bohaterowie mi zaparkowali w bagażniku, raz na trasie toruńskiej, raz w korku chłopiec na przepustce z wojska nie wyhamował BMW wioząc babcię, ale do rzeczy...samochód miał także uszkodzoną klimatyzację, której nie miałam już ani czasu ani siły naprawiać- wyceniono naprawę na 2500zł (szok!) więc opuściłam cenę samochodu,ale dorzucałam nowe opony zimowe Dunlopa za 1000zł Ledwo zdążyłam kliknąć "wystaw aukcję" jak dostałam info, że aukcja zakończona, samochód sprzedany...kino!
Po minucie zadzwonił Pan, że kupił auto i przyjedzie je za chwilę obejrzeć, ciemny zimowy wieczór ale mówię ok...
Po nim jeszcze kilka telefonów - aukcja pojawiła się u handlarzy w jakimś mailingu pewnie.
Pan przyjechał z małżonką, Ukrainiec prowadzący firmę handlującą autami w Sochaczewie....nie słuchał co miałam do powiedzenia nawet przez 1 minutę...oglądał samochód w ciemną noc na podmiejskiej uliczce z jedną latarnią, jestem pewna, że nie przeczytał nawet jednego zdania z ogłoszenia, interesowała go tylko okazyjna cena.
Potraktował mnie jak debilkę - blondyneczkę więc ja tak samo potraktowałam jego i nie wtajemniczyłam w wady samochodu, pominęłam fakt zepsutej klimy, wypadków itd. Stwierdziłam, że jak taki mądry to niech sobie wywnioskuje sam.
Pan stwierdził, że był wymieniany tylny błotnik (Alleluja!) i na tym zakończył oględziny... Oczywiście opon zimowych nie wziął bo skąd miał wiedzieć, że są w komplecie z autem więc je sobie sprzedałam oddzielnie.
Jaki morał? Panów handlarzy nie interesuje stan samochodu ani jego historia, ważna jest cena i koniec...a szkoda bo gdyby nie traktowali blondynki jak idiotki i umieli czytać ogłoszenia to może by tego samochodu wcale nie chciał kupować. Magiczne słowo "pierwszy właściciel" zrobiło swoje.
Nie mam skrupułów, miałam dobre chęci i jestem uczciwa a Pan...no cóż..
Postaw się teraz koleżanko w sytuacji uczciwego sprzedawcy aut (tacy też są)... jak mają sprzedać porządny towar skoro tylko cena przyciąga uwagę nie tylko handlarzynek ale i finalnych odbiorców. Zakładając, że sprowadzam takie auto jak twoje, również informuję w ogłoszeniu o historii auta jak normalny, uczciwy człowiek a odzew zerowy. Tymczasem sprowadzając takie samo auto do kraju ale nie naprawione, poddane działaniu rodzimych metaloplastyków (nie ASO tak jak u ciebie) i wystawione polepione na allegro za 70% wartości takiego auta w normalnym stanie, nie ma praktycznie szans na sprzedaż. A ci finalni odbiorcy często właśnie jak kolega jeden wyżej napisał sortują motozłomoto po cenie rosnąco i czytają tylko pierwszą stronę...nie trafią nawet na nasze ogłoszenie bo uznają, że skoro można mieć to samo za 70% wartości to jest to super interes i oni się oszukać pazernym bestiom nie dadzą...
__________________ To view links or images in signatures your post count must be 10 or greater. You currently have 0 signatures. - tutaj poczytasz o mnie i dostępnych autach. ZAPRASZAM
Kupujący biorąc okazje od handlarza cieszą sie,że go oszukali bo tak tanio ****** im sprzedał normalnie są 2 tys. droższe i oni byli cwańsi od niego. A handlarz cieszy się,że zarobił 5 tyś.zł a Niemcy mają o jeden przystanek mniej,a nowi kupujący siedzą nieswiadomie na bombie która ciągle tyka...
Kupujący biorąc okazje od handlarza cieszą sie,że go oszukali bo tak tanio ****** im sprzedał normalnie są 2 tys. droższe i oni byli cwańsi od niego. A handlarz cieszy się,że zarobił 5 tyś.zł a Niemcy mają o jeden przystanek mniej,a nowi kupujący siedzą nieswiadomie na bombie która ciągle tyka...
To jest nasza mentalność i bezdenna głupota. Szkoda, że oprócz pieniędzy i nerwów przy narawianie tego badziewia możemy również stracić zdrowie i życie.:/
To jest nasza mentalność i bezdenna głupota. Szkoda, że oprócz pieniędzy i nerwów przy narawianie tego badziewia możemy również stracić zdrowie i życie.:/
Ostatnio jestem bardzo niepupularna wśród znajomych i rodziny...otóż kupiłam samochód w cenie o 9tys wyższej niż średnia rynkowa tychże...samochód ma 50tys przebiegu, wszystkie faktury i rachunki z serwisu, kupiony w polskim salonie, jeden właściciel, który przesiadł się do nowszego..bez najmniejszej stłuczki, ale to nieważne, wszyscy stukają się w głowę, że przepłaciłam....jasne, mogłam kupić i zaoszczedzić 9tys głównie na swoim zdrowiu a i tak pewnie te pieniądze bym wydała na późniejsze poprawki po Panach "mechanikach" i "blacharzach" pracujących dla handlarzy, ale moje argumenty to jak grochem o ścianę niestety.